| frekwencja 43,3%
1 827 000 z 4 203 000 uprawnionych
Gašparovič 60 proc., 1 080 000 głosów
Mečiar 40 proc. 722 000 głosów

Ivan Gašparovič, prezydent elekt |
W drugiej turze wyborów prezydenckich (17.4.2004) dosyć
niespodziewanie wygrał Ivan Gašparovič. Pokonał on
lidera Partii Ludowej - Ruchu na Rzecz Demokratycznej Słowacji
(LS-HZDS) Vladimíra Mečiara, swego byłego kolegę
partyjnego.
Znany nieznany prezydent
Słowackie wybory prezydenckie
zakończyły się dosyć niespodziewanym zwycięstwem Ivana
Gašparoviča. Polityka, który według sondaży nie
powinien był nawet wejść do drugiej tury, która odbyła
się 17 kwietnia br. Pokonał on, a to z dystansem,
faworyzowanego Vladimíra Mečiara, dla którego jest to już
druga tego rodzaju porażka a według niektórych obserwatorów
początek politycznej śmierci.
Ivan Gašparovič uzyskał prawie
60 proc. głosów, poprawił swój wynik z pierwszej tury
(3. kwietnia) o ok. 1 400 000 głosów. W państwie, w którym
jest uprawnionych do głosowania 4 200 000 obywateli wynik
ten jest naprawdę bardzo dobry. Natomiast Mečiar zdobył zaledwie o 70 000 głosów więcej, czyli jego
pierwsze miejsce 3 kwietnia przekształciło się w druzgocącą
porażkę, albowiem w decydującym starciu uzyskał o 20
proc. głosów mniej od swego przeciwnika.
Frekwencja
Zakładano, iż niska frekwencja
będzie sprzyjała Mečiarowi, gdyż to jego elektorat
odznacza się zdyscyplinowaniem. W pierwszej turze przeszli
kandydaci opozycyjni, centro-prawicowa koalicja poniosła klęskę,
dlatego też czołowi politycy rządowi wzywali wyborców,
by zignorowali drugą turę. To zgoła nieobywatelskie
podejście słowackich mężów stanu (od premiera,
przez przewodniczącego parlamentu aż po liderów partii
koalicyjnych) miało swój sens. W ostatnich miesiącach
bowiem Mečiara coraz bardziej zbliżał się do koalicji,
która przeżywa trudne
chwile – utraciła większość parlamentarną, jest
skłócona, w sondażach prawie wszystkie ugrupowania wchodzące
w skład koalicji rządzącej balansują na granicy
wybieralności. Były premier Mečiar niespodziewanie wsparł
rząd w dążeniach integracyjnych – to dotyczyło UE
i NATO, więc polityk, który oddalił wejście Słowacji do
tych struktur nieoczekiwanie zmienił kurs i wraz ze swoją
partią (Ruch na Rzecz Demokratycznej Słowacji – HZDS),
która jest w parlamencie najsilniejsza, po cichu
zabezpieczał słabnącą koalicję. Nawoływania polityków
koalicyjnych do zignorowania wyborów w tym kontekście jawią
się jako sensowne – dla prawicowego rządu prezydent
Mečiar byłby gwarancją przeżycia. Lecz słowaccy wyborcy
wcale nie zignorowali drugiej tury wyborów prezydenckich.
Oczekiwano, iż frekwencja będzie 30 proc. Tymczasem osiągnęła
43 proc. i ten czynnik zadecydował o niespodziance.
Triumfował polityk, którego szanse na elekcję oceniano
jako znikome.
Gašparovič
Jest postacią znaną, co nie
oznacza, że popularną
Do 2002 roku był on członkiem HZDS, do 1998 r.
przewodniczącym parlamentu z ramienia partii Mečiara. Był
komunistą, prokuratorem (w czasach komunistycznych),
pedagogiem uniwersyteckim (prawnik), prokuratorem generalnym
po 89 roku. W 2002 r. Mečiar skreślił go z listy
wyborczej HZDS i Gašparovič założył swoją nową partię
Ruch na Rzecz Demokracji (HZD). Do tej pory był wiernym
towarzyszem szefa HZDS, czyli ponosi pełną odpowiedzialność
za wszystkie wypaczenia epoki mečiarowskiej. Od tej przeszłości
się w 2002 roku odciął, nawet kilkakrotnie publicznie
przepraszał za swe błędy. Jego partyjka HZD jednakże
furory na słowackiej scenie politycznej nie zrobiła, nie
weszła do parlamentu i Gašparovič znów został wykładowcą
uniwersyteckim. W tym czasie próbował on łączyć rozbite
partie narodowe i konserwatywne – raczej bez skutku,
bo rozłam po tej stronie sceny politycznej wciąż trwa i
ugrupowania, które razem mogły by wejść do parlamentu są
nadal marginalne. Jego
kandydatura w tegorocznych wyborach prezydenckich w żadnym
wypadku nie należała do tych przebojowych. Wszystko się
jednakże zmieniło 15 marca, czyli dwa tygodnie z hakiem
przed pierwszą turą wyborów. Tego dnia sondażowo
najsilniejsza partia opozycyjna, lewicowy SMER,
oznajmiła, iż Gašparovič ma jej poparcie.
Oczekiwano, że SMER postawi na obecnego prezydenta
Schustera, który ma do lewicy blisko (były komunista), ale
pragmatyczny i młody przywódca partii, która na pewno
wygra następne wybory parlamentarne, Robert Fico (były
komunista), zadecydował inaczej. Można śmiało powiedzieć,
iż to SMER wygrał te wybory prezydenckie, bo gdyby nie
mobilizacja wyborców partii z 30 procentowym potencjałem,
to nową głową państwa byłby zapewne Mečiar.
Poglądy polityczne Gašparoviča
to tak naprawdę wielka niewiadoma – on sam je określa
jako narodowe i społeczne (socjalne), z jednej strony
popiera narodowych konserwatystów, z drugiej jako jeden z
nielicznych polityków słowackich jest za bezwarunkowym
dostosowaniem słowackiego
prawa do europejskich norm anty-dyskryminacyjnych, czyli
chodzi np. o ułatwienie życia pedałom czy nawet o to, by
jak donosi gazeta Hospodarske noviny (20.4.2004),
nawet pedofile mogli wykonywać zawód nauczyciela. W
wywiadach prezydent elekt zapewniał, iż jest
mu bliższa Europa narodów, że jest eurorealistą,
ale integrację z UE uważa za nieodwracalny proces,
korzystny dla Słowacji.
Fico
Wynik słowackich wyborów
prezydenckich należy odbierać przede wszystkim jako porażkę
centro-prawicowego rządu, który stracił kredyt zaufania
– prorynkowe i zasadnicze reformy (uzasadnione, wręcz
konieczne z powodu zaniechań ekipy Mečiara) przeprowadzono
w przyśpieszonym tempie, więc skutki odczuli głownie
biedni i średnio zamożni, czyli większość. Partie rządowe
w zasadzie upodobniły się do AWS, jedynie Partia Koalicji
Węgierskiej ze względu na etniczny charakter ma stałe,
niemalejące poparcie, pozostałe ugrupowania tylko tracą.
Istną potęgą w tej sytuacji staje się lewicowa partia
SMER, która jedynie krytykuje poczynania rządu nie mając
klarownego programu. Rober Fico, szef SMERU, jest zdolnym
politykiem i potrafi sprawnie i skutecznie wykorzystywać
wszystkie potknięcia elit (a nie jest ich mało). To on
jest faktycznym zwycięzcą wyborów z 17 kwietnia. W tym
dniu, wraz z triumfem Gašparoviča, tak naprawdę wyruszył
po władzę.
Zwycięstwo Ivana Gašparoviča, który
swe urzędowanie rozpocznie 15 czerwca, przybliża koniec
pierwszego w nowoczesnej historii Słowacji gabinetu
centro-prawicowego. Można
śmiało wątpić w to, iż koalicja dotrwa do końca
kadencji w 2004 r. Bruksela oraz obserwatorzy z innych państw
wybór Słowaków najczęściej określali jako wybór
mniejszego zła. Mečiar się źle kojarzył. Nic nie pomogła
zmiana frontu. Polityk, który był w jego cieniu i który
np. w atmosferze ostrej walki politycznej, którą toczono z
pierwszym prezydentem Kováčem, był w stanie z jako
przewodniczący parlamentu nazwał głowę państwa
publicznie - -
ujem (tłumacząc, iż pierwsza litera brzmiała W a
nie CH) jest obecnie mniejszym złem. Zważywszy na
polityczne zaplecze nowego prezydenta wydaje się, iż owe
mniejsze zło jest na razie tylko ukryte – życiorys
Ivana Gašparoviča, jego polityczna biografia, jak na
razie, uwypuklają jedną cechę – nieobliczalność.
Być może prezydent elekt potraktuje ten rozdział swego życia,
który rozpocznie się 15 czerwca, jako okazję do nowego
początku. Należy życzyć Słowakom, by to był dobry początek.
Vladimír Petrilák
20.4. Cepol V.P.
napisane dla pisma Nasza Polska
|