|
http://www.trybuna-slaska.com.pl/
Czeski dług
46 lat temu w wyniku regulacji granicy polsko-czeskiej, kilkuset mieszkańców przygranicznych gmin straciło swoje ziemie. – Do dzisiaj mam akt własności, że moje pole jest w Polsce – piekli się Jerzy Wodecki ze wsi Łaziska koło Wodzisławia. Kłopoty się mnożą. W większości polscy rolnicy nie otrzymali na zagraniczne pola dopłat z UE: – Słyszeli, że im się nie należą, albo niech załatwiają w Czechach.
JACEK BOMBOR
Kłopoty się mnożą, wielu Polaków nie uprawia tamtych ziem, bo im się nie opłaca traktorem dojeżdżać do przejść granicznych – ubolewa wójt Godowa, Józef Pękała. Rząd uznał, że raz na zawsze sprawę trzeba załatwić. Wyznaczył specjalnego pełnomocnika – Jana Bielańskiego, dyrektora departamentu gospodarki ziemią w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi:
– Badamy skalę problemu, na początku sierpnia przedstawimy problem premierowi Czech, który będzie wizytował w Warszawie – powiedział wczoraj „Trybunie Śląskiej” Bielański. Jerzy Wodecki, rolnik pełną gębą ze wsi Łaziska w gminie Godów, wyczerpał już wszystkie możliwości prawne, aby odzyskać cztery hektary– które z dnia na dzień znalazły się po drugiej stronie granicy: – Nie mam do tej ziemi praktycznie żadnych praw. Aktem własności mogę się co najwyżej podetrzeć. Musiałbym traktorem szukać przejścia granicznego, by na swoje pole dojechać. To leży odłogiem – mówi zirytowany Wodecki.
Same kłopoty
Rolnik informował o problemach wiele urzędów, ale zawsze na rozmowach się kończyło: – Powinienem dostać jakiejś odszkodowanie, przecież to moja ziemia. Przy sprzedaży mógłbym dostać prawie 8 tysięcy zł za hektar – wylicza zdenerwowany Wodecki. Wystąpił do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa o dopłaty bezpośrednie. Ale jak dostać polskie pieniądze za pole leżące w Czechach? – Choć w akcie własności z 1974 roku nadal mam napisane, że pole leży w Łaziskach!!! – dodaje rolnik.
W takiej samej sytuacji jest w gminie jeszcze kilkunastu mieszkańców. Wójt Godowa, Józef Pękała, przyznaje, że kłopot z tym duży, także dla urzędu: – Rolnicy nie mogą dostać dopłat, wielu nie ma możliwości dojechania na swoje pola. A zgodnie z czeskim prawem, nie może tam być ugorów, bo ziemia traci na wartości. I czescy urzędnicy skarżą się nam – wyjaśnia wójt Godowa.
Na tym nie koniec. Czesi w gminie Lutynia budują drogi i mają kłopot z ustaleniem adresów polskich właścicieli leżących po ich stronie ziem: – I zwracają się do nas o pomoc – wyjaśnia Józef Pękała. – Polacy też nie płacą Czechom podatku gruntowego, co również nie pomaga w załatwieniu kłopotów. – Sam nie wiem, czy mam płacić w Polsce, czy w Czechach. A za co? Że nie mogę tam dojechać? – denerwuje się Wodecki.
Bierzemy się do roboty!
Rząd uznał, że sprawa jest na tyle poważna, że powołał swojego pełnomocnika, który ma negocjować z Czechami wyrównanie strat. Czesi powołali swojego: – Już w lipcu miałem z nim spotkanie. Teraz najważniejszą sprawą jest to, ile tak naprawdę jest gruntów po tamtej stronie. Część ziem w 1958 roku przeszła na ich teren, część na nasz, na odcinku całej ówczesnej Czechosłowacji. W wyniku tych regulacji straciliśmy ponad 358 hektarów.
Ponad 1000 ha po jednej i drugiej stronie zmieniało przynależność państwową – wyjaśnia pobieżnie dyrektor Jan Bielański. – Nie wykluczone, że niektórzy wyprzedali ziemię, w najbliższych dniach spotkam się z przedstawicielami wojewodów, którzy zbierają dane na temat ilości gruntów – wyjaśnia. Będą odszkodowania? Co proponują Czesi, a czego oczekują Polacy? Czy możliwe będą odszkodowania?
– Trudno na razie powiedzieć, negocjujemy. Być może wystarczy udrożnienie dojazdu do pól. Albo będziemy wykupywać teren, Czesi kupią nasze pola, a my ich. Za wcześnie na takie deklaracje – dodaje Bielański. O sprawie zostanie powiadomiony na początku sierpnia premier Czech, który będzie wizytował w Warszawie. Kiedy sprawa może być załatwiona? – Skoro przez prawie pół wieku nikt się tym nie zajmował, trudno to załatwić w kilka miesięcy. Ale robimy co w naszej mocy, by problem graniczny rozwiązać – deklaruje Bielański.
Zwrot gruntów, czy odszkodowania?
Obecnie podstawą prawną zwrotu 368,44 ha długu terytorialnego jest porozumienie między Polską, Czechami i Słowacją, zawarte 4 maja 1992 r. Zwrotem długu zajmuje się od 1995 roku Stała Polsko-Czeska Komisja Graniczna przy MSWiA. Komisja aktualizuje na bieżąco wykaz gruntów nadających się do rekompensaty długu terytorialnego, zawierający propozycje obszarów do przekazania Polsce. Akceptacja terenów przeznaczonych do rekompensaty nastąpi po zakończeniu i zatwierdzeniu umową międzynarodową wyników pierwszej wspólnej kontroli przebiegu polsko-czeskiej granicy. Kłopot w tym, że informacje o właścicielach gruntów w czeskich urzędach w wielu przypadkach są niekompletne i nieaktualne. Członkowie komisji dreptali więc w miejscu i dlatego w 2003 roku poprosili o powołanie pełnomocników rządowych, którzy zajmą się problemem.
Ostatni raz komisja obradowała w lipcu. Czesi poinformowali, że w dalszym ciągu poszukują gruntów, które mogą być oddane – szczegółowe dane mają być znane na przełomie listopada i grudnia 2004 r. Delegacja czeska zasygnalizowała również, że rozważana jest możliwość zaproponowania Polsce innego rozwiązania zwrotu długu.
Starostowie czeskich gmin przygranicznych nie zgadzają się na przekazywanie Polsce ziem. Nieoficjalnie mówi się, że w grę wchodzi wypłata odszkodowań: – Do czasu oficjalnej noty Czechów nie można mówić o rozpatrywaniu innej formy rekompensaty długu niż fizyczny zwrot gruntów – ucina dyplomatycznie temat ppłk Wojciech Lechowski ze Straży Granicznej.
Jak do tego doszło, czyli...
Puzzle na mapie 368,44 hektara – tyle według danych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji wynosi dług terytorialny Czech wobec Polski, powstały po regulacji granicy w 1958 roku. Podstawą do wytyczenia polsko-czechosłowackiej granicy państwowej w okresie powojennym był Protokół między rządami sporządzony w Pradze dnia 23 września 1955 r.
Za podstawę wytyczenia polsko-czechosłowackiej granicy przyjęto istniejącą linię granicy z możliwością dokonania mniejszych odchyleń, jakie okażą się konieczne z punktu widzenia „interesów ludności miejscowej oraz właściwej gospodarki terenowej i wodnej”. W rzeczywistości chodziło o skrócenie linii granicznej o ok. 80 km, by można było jej lepiej strzec. – Ostatecznie przyjęto na mapie 85 poprawek na skutek których Polska zyskała 837,46 ha a Czechosłowacja 1205,90 ha. Powstała różnica 368,44 ha na niekorzyść państwa polskiego – informuje ppłk Wojciech Lechowski, kierownik Zespołu Prasowego Komendy Głównej Straży Granicznej.
Do największych zmian doszło na granicy Śląska. Niewielkie dotyczyły Orawy, Śląska Opolskiego i Dolnego Śląska. Większość z gruntów, które znalazły się po drugiej stronie granicy należała do prywatnych właścicieli. Przebieg granicy został zatwierdzony umową z 13 czerwca 1958 r.
Jacek Bombor
|