| |
Republika Słowacka została okrzyknięta „ Europejskim laboratorium
reform”. Taką ocenę sformułowano w dodatku poświęconym Słowacji
austriackiej gazety „Die Presse” (16.czerwca 2005 r.).
Dziennik zauważył, iż konieczne reformy, o których w Unii
Europejskiej jedynie się od lat dyskutuje, Słowacy po prostu
zrealizowali i wszystko wskazuje na to, że z powodzeniem. Słowacja przy
tym jeszcze w pod koniec lat 90 XX wieku była swoistym dziwolągiem -
politycznie zbliżała się w zawrotnym tempie do modelu białoruskiego,
gospodarczo przypominała skansen państwowego kapitalizmu z mafią w tle.
Państwo po uzyskaniu samodzielności w 1993 r. poszło zupełnie inną
drogą, niż Czechy, ponieważ stery przejął Vladimír Mečiar i jego
Ruch na Rzecz Demokratycznej Słowacji (HZDS). Antyzachodni,
antyrynkowy, nacjonalistyczny i socjalistyczny - taki był HZDS a z nim
i Republika Słowacka. Kraj był nękany przez klientelizm (czyli styk
polityki z gospodarką), korupcję, gigantyczne bezrobocie (20 proc., w
tych czasach Słowacja była na tym gorzej niż Polska) bardziej
orientował się w polityce zagranicznej na Rosję, z własnej woli
przegapił pierwszą falę poszerzenia NATO.
Od tej pory wiele się zmieniło - Mečiar i jego HZDS pomimo wyborczego
zwycięstwa w 1998 i 2002 r. utracił władzę. Najpierw powstała szeroka
koalicja antymečiarowska, premierem w 98 r. został prawicowy polityk
Mikuláš Dzurinda, ale jego pierwszy rząd (1998-2002) był
prawo-lewym politycznym kalejdoskopem. Gabinet ten niewiele zdziałał w
zwalczaniu fatalnych skutków wieloletniej dominacji HZDS, ale
udało mu się przestawić tory polityki zagranicznej w zachodnim
kierunku. Reformy (podatkowa, emerytalna, zdrowotna, rynku pracy)
rzutujące na gospodarkę to zasługa drugiego rządu M.Dzurindy (2002- ?),
jednego z najdziwniejszych gabinetów w politycznej historii
Słowacji.
Gabinet ten, w przeciwieństwie do tego poprzedniego jest politycznie
bardziej spójny, gdyż tworzą go partie centro-prawicowe. Czyli
nie ma w nim, jak poprzednio, stronnictw lewicowych. Ale mimo tego jest
wewnętrznie bardziej skłócony i Słowacja co chwila przeżywa
jakieś mniejsze lub większe polityczne trzęsienie ziemi. Koalicja
rządząca już dawno utraciła nawet większość parlamentarną, a na
przekór temu rząd dalej trwa, premier przeżywa kolejne
głosowania nad wotum nieufności a reformy są dalej przeprowadzane!
Słowacka centroprawica pod wieloma względami przypomina bardziej
polską niż czeską prawicę. Jest rozdrobniona (w Czechach jest tylko
jedna licząca się partia prawicowa z 30 proc. poparciem, podczas gdy w
Słowacji kilka), skłócona a ideologicznie ciągle w stanie
embrionalnym (poza chadeckim Ruchem Chrześcijańsko-Demokratycznym). Ale
ma jedną cechę, której dotąd trudno się było dopatrzeć w Polsce
- dobrze wyrobiony instynkt samozachowawczy. Instynkt ten to po prostu
straszak Vladimira Miara. Jego siła polityczna po dwóch
kadencjach spędzonych w opozycji co prawda słabnie, ale nieskuteczne
próby postawienia go i jego popleczników przed obliczem
wymiaru sprawiedliwości niedwuznacznie pokazują, iż trzeba się z nim
ciągle liczyć. Ciekawe jest także i to, że w kuluarach politycznej
Bratysławy już prawie wszystkie wróble świergotają o tym, że
HZDS to cichy koalicjant Dzurindy. Były premier Mečiar dokonał
nieprawdopodobnego zwrotu - jego Ruch na Rzecz Demokratycznej Słowacji
poparł koalicję rządzącą podczas referendum o wejściu Słowacji do Unii
Europejskiej w 2004 r., co było nie tyle nieoczekiwane i sprzeczne z
dotychczasową polityką Ruchu, ale przede wszystkim był to czynnik
decydujący o powodzeniu tego plebiscytu, ponieważ zgodnie z słowacką
tradycją powinien się był zakończyć totalnym fiaskiem z powodu małej
frekwencji. Potem HZDS jeszcze kilkakrotnie niespodziewanie wsparł
centro-prawicowy gabinet a sam Mečiar jakby złagodniał w swej retoryce
antyrządowej. Wiele wskazuje na to, iż układ ten jest realny i że jest
to wynik jakiejś swoistej słowackiej „Drugiej Magdalenki” -
czyli, że np. prywatyzatorów z HZDS zapewniono, iż ich majątki
zdobyte niekoniecznie zgodnie z prawem zostaną w ich rękach.
Trudno w tej chwili orzec, na ile powyższa teza jest prawdziwa. pewne
jest to, że słaba, skłócona i mniejszościowa koalicja rządząca
żyje dzięki słabości opozycji parlamentarnej (czyli faktycznej
bezczynności HZDS, który to przecież ma najmocniejszy klub
parlamentarny) i że reformy idą dalej. Efekty są już odczuwalne.
Słowacja zbiła bezrobocie z 20 do poziomu 11 proc. PKB stabilnie się
rozwija na przyzwoitym poziomie 5 proc., Słowacja z powodzeniem zdobywa
silnych inwestorów zagranicznych, których zapewne
najbardziej interesuje tania i wykwalifikowana siła robocza - słowackie
pensje należą do najniższych w UE. Są nawet niższe od polskich. Ale
rząd z drugiej strony stara się (z powodzeniem) zwabić
inwestorów - Austriacy z zazdrością mówią, że ich sąsiad
to Detroit Europy Środkowej - ze względu na niesamowity rozwój
przemysłu motoryzacyjnego. Ta specjalizacja na jedną gałąź przemysłu
kryje w sobie pewne zagrożenia, np. nagły kryzys tylko w tym sektorze
może zagrozić stabilności słowackiej gospodarki.
Słowacja dzięki reformom odbija się już od dna. Pod względem bogactwa w
ramach 25 państw UE Słowacy zajmują (Eurostat, dane z 36.2005r.)
21 miejsce osiągając PKB w przeliczeniu na jednego mieszkańca na
poziomie 52 proc. średniej UE (Łotwa - 43%, Polska - 47%, Estonia -
50%,... Węgry - 61%, Czechy - 72%). Reformy społeczne mają i swe
negatywne oblicze - np. radykalne cięcia w zapomogach socjalnych
spowodowały poważne niepokoje w ubiegłym roku. Słowacy narodowości
cygańskiej w kilku powiatach na wieść o obniżeniu świadczeń zaczęli po
prostu plądrować sklepy - zjawisko przybrało oblicze poważnych
zamieszek, które prawicowy premier Dzurinda nie wahał się
rozwiązać za pomocą wojska. Ta postawa obrazuje determinację, z
jaką słowacka centro-prawica wzięła się za reformowanie kraju - zamiast
łagodzenia ujemnych skutków obcinania świadczeń -
wojsko. Mniejszościowy gabinet dzięki skutecznej polityce jest
nadal w stanie sprawować władzę. Rząd jest wybitnie niepopularny a mimo
tego np. główna partia w koalicji - SDKÚ (partia
Dzurindy) wygrała wybory do Europarlamentu. W sondażach obecnie
prowadzi lewicowy i populistyczny SMER (partia pozaparlamentarna), ale
stronnictwa centroprawicowe nadal osiągają poparcie w granicach 10
procent. Czyli mają stabilny elektorat a nie są (jak się wydaje)
skazane na klęskę jak AWS. Warto się uczyć od może mniej
doświadczonych, ale sprytniejszych - a takimi Słowacy niewątpliwie są.
napisane dla Gazety Polskiej
Cepol 22.7.05
|