| |
Klaudiusz Wesołek
RODOWÓD
Ach,
jak to kusiło! Komunistyczni aparatczycy byli nadzorcami ogromnego
majątku państwowego, którym zarządzali w imieniu ludu
pracującego miast i wsi…czyli nikogo konkretnego… Byli
prawie jego właścicielami. Ale PRAWIE robi różnicę. Wielu
posiadaczy PRL przekonało się w 1956 roku, że w jednej chwili można
stracić wszystko. Podobnie było w latach 1968, 1970, 1980. To były
bolesne doświadczenia. Z wielkorządców majątku narodowego część
towarzyszy stała się nikim. Nawet jeśli niektórym udało się
przeżyć całe życie przy korycie, to w obliczu śmierci zdawali sobie
sprawę, że nie mogą przekazać swoim dzieciom tego całego majątku,
który prawie należał do nich. Główną siłą, która
stworzyła komunizm, była ludzka chciwość, pragnienie zabrania majątku
bogatym. Ten sam grzech główny obalił komunizm (przynajmniej w
bloku sowieckim). Nadzorcy, faktyczni posiadacze „narodowego
majątku”, zapragnęli stać się jego właścicielami, choć było to
totalnie sprzeczne z głoszoną przez nich ideologią, w imieniu
której wymordowali miliony ludzi.
Czy
zaczęło się od jakiegoś spisku? Myślę, że nie. Jeśli zaczęło się od
spiskowania, to powstało równolegle wiele
„spisków”, które z biegiem czasu ogarnęły
wszystkie partie komunistyczne krajów bloku sowieckiego, GRU i
KGB z ich przybudówkami. Pewn
Pewnie
początkowo tylko niektórzy towarzysze szeptali sobie takie
rzeczy pół żartem pół serio, gdzieś w czasie
wspólnego chlania, polowania itp. Po jakimś czasie zaczęli
rozmawiać o tym na poważnie a później tworzyć polityczne plany.
Było
Było
zapewne wielu ideowych komunistów, którzy z odrazą
podchodzili do takich pomysłów. Ale i im nie obca była chciwość.
Poza tym przez lata widzieli niewydolność tego systemu. Jak długo można
sobie wmawiać, że chora idea jest słuszna? I jeszcze protesty
społeczne. Zbrojne reakcyjne podziemie udało im się wytępić…ale
kiedy im się to udało, zaczęła występować przeciwko nim ich
„ukochana” klasa robotnicza. To właśnie ona zadała im
najstraszliwsze ciosy. Do tego doszło to, że blok sowiecki nie
mógł ekonomicznie wytrzymać wyścigu zbrojeń. To wszystko
sprawiło, że pewne naturalne ludzkie pragnienia ukształtowały się w
pewien spisek lub serię spisków w partii komunistycznej i w
bezpiece. Trudno określić czy taki spisek powstał w KPZR czy w PZPR a
może w GRU lub „polskim” WSW. Może powstał po prostu w
kilku różnych miejscach równolegle. Spisek ten szybko
przestał być spiskiem a stał się programem wszystkich kompartii.
Dlaczego kr
Dlaczego
królikiem doświadczalnym zrobiono Polskę? Może tam właśnie
powstały takie plany a więc polscy towarzysze byli już dobrze
przygotowani do takiej akcji? Być może Polskę wybrano dlatego, że już
dawno była otwarta na świat, na wpływy zachodnie, było tu najwięcej
„prywaciarzy” itp. Może towarzysze radzieccy tak wierzyli w
zdolności generała Kiszczaka. Prawdopodobnie bezpośrednią przyczyną
rozpoczęcia tych zmian w Polsce były strajki w maju i sierpniu 1988,
które przestraszyły wahających się jeszcze sowieckich
przywódców. W każdy
W
każdym razie to właśnie w naszym kraju wypróbowano tę
„transformację”, którą planowano już dawno i
którą w końcu przeprowadzono we wszystkich krajach bloku
sowieckiego. 31 sierpnia 1988 Czesław Kiszczak zaproponował rozmowy
„Okrągłego Stołu”. Nieoficjalne rozmowy między
komunistycznymi władzami a przywódcami „podziemnej”
opozycji toczyły się już od kilku lat. Teraz rozpoczęły się rozmowy
oficjalne, pokazujące światu gotowość bloku sowieckiego do idących
bardzo daleko zmian ustrojowych. Kiedy politycy „komuny” i
„opozycji” przygotowywali się do rozmów w Magdalence
i przy Okrągłym Stole, komunistyczna nomenklatura, czyli działacze i
bezpieczniacy zajmujący się gospodarką, przygotowywali się do Wielkiego
Skoku na Kasę. Niektórzy twierdzą, że przy Okrągłym Stole
czerwoni zrezygnowali z władzy w zamian za przejęcie własności. Nie
jest to do końca prawda. Postkomunistyczna oligarchia nie tylko
przejęła państwowy majątek, ale właśnie dzięki temu znacznie też
umocniła i utrwaliła swoją władzę polityczną. Solidarnościowcy dostali
za to polityczne „zabawki” i różne takie okruchy z
pańskiego stołu.
SZCZEGÓŁY TECHNICZNE
O
tym w jaki sposób komunistyczna nomenklatura przejmowała majątek
państwowy napisano już wiele książek i artykułów. Ja nie chcę
tutaj wchodzić zbyt głęboko w szczegóły techniczne.
Najważniejsze było to, że rozgrabienie państwowego majątku zostało
zaakceptowane przez całą partię, przez liderów opozycji, przez
hierarchów kościelnych, przez towarzyszy z Moskwy i przez
Zachód. Kwestie techniczne były sprawą drugorzędną. Złodzi
Złodziejska
forma prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych nie była jedyną formą
grabieży. Jedną z nich (chyba nawet pierwszą) było pośrednictwo
spółek nomenklaturowych w transakcjach pomiędzy
przedsiębiorstwami państwowymi a później także między
przedsiębiorstwami państwowymi a prywatnymi. Należy też wspomnieć o
grabieży gruntów, wykupywanych za bezcen, na podstawie
różnych spec-ustaw, z których korzystać mogła tylko
rodząca się oligarchia. Gdy po
Gdy
postkomunistyczna oligarchia rosła w siłę a jej klienteli politycznej
żyło się dostatniej, równocześnie gnojone były wszelkie zalążki
klasy średniej. Rolnicy i rzemieślnicy wpuszczeni zostali w
„pułapki kredytowe”. Małym firmom na początku pozwolono się
trochę rozwinąć, ale wkrótce dokopano im nieludzkimi podatkami.
Grabi
Grabieży
majątku narodowego dokonywano niekiedy w majestacie prawa, niekiedy na
jego granicy a niekiedy ewidentnie wbrew obowiązującemu prawu. Myślę,
że jeśliby komuniści chcieli, to mogliby przygotować przepisy tak, aby
każda oligarchiczna kradzież była formalnie zgodna z
„prawem”. Jednak wielu oligarchów (może wszyscy)
przejmując majątek państwowy musiało wejść w konflikt z prawem. Z
pewnością chodziło o stworzenie pewnego rodzaju solidarności w zbrodni,
aby dalej działać w jedności, chociaż w innym systemie. Ponoć nic nie
łączy ludzi tak mocno jak wspólnie popełniona zbrodnia…
Ciężko j
Ciężko
jest odkryć jaki był „klucz” do uwłaszczenia nomenklatury -
kto został wyznaczony do przejęcia własności i co komu przypadło w
udziale. I czy w ogóle był jakiś klucz? Może generał Kiszczak
dał tylko „wędkę” nomenklaturze a później była tylko
„wolna amerykanka” między nimi? Myślę, że nie puszczono
wszystkiego na żywioł. Ta wielka grabież musiała być kontrolowana.
Inaczej doszłoby do wojny domowej. Z pewnością ustalony był jakiś
klucz, aby wiadomo było komu wolno grabić i mniej więcej w jakim
sektorze. Jakiś element „wolnej amerykanki” musiał też w
tym być. Przecież od komunizmu już odeszliśmy. Ale i tak każdy z
postkomunistycznych oligarchów zgromadził olbrzymi majątek, więc
wielkiej zazdrości między nimi nie było. Byli jednością i są nią do
dzisiaj. Może jedynie na Ukrainie doszło do konfliktu dwóch
oligarchicznych grup, co doprowadziło do „Pomarańczowej
Rewolucji”.
OLIGARCHIA A LUSTRACJA I DEKOMUNIZACJA
W
Czechach lustracja i dekomunizacja nie uderzyły bezpośrednio w
postkomunistyczną oligarchię. Zaatakowały ją pośrednio, uderzając w
znaczną część ich klienteli. Nieujawnieni agenci służb specjalnych są
ważnym instrumentem w rękach oligarchii. Zawsze można ich zmusić do
lojalności groźbą ujawnienia. Starzy komunistyczni politycy urzędnicy
gwarantowali oligarchii dalszą kontrolę nad administracją i polityką.
Było to szczególnie ważne na początku transformacji. W Czechach
postkomunistyczna oligarchia co prawda też odgrywa dużą rolę w
gospodarce i ma też jakiś wpływ na politykę. Jest on jednak chyba
znacznie bardziej ograniczony w porównaniu z Polską i
większością krajów postkomunistycznych. W Polsce
W
Polsce po latach wprowadzono ustawę lustracyjną ale nie ma ona już
większego znaczenia. Przez te wszystkie lata oligarchia znalazła szereg
innych sposobów na kontrolowanie państwa i społeczeństwa.
KTO JEST OLIGARCHĄ
Lista
postkomunistycznych oligarchów w zasadzie pokrywa się z listą
najbogatszych obywateli Polski. Ale nie do końca. Być może istnieją w
Polsce ludzie niesłychanie bogaci, którym się po prostu udało,
bo „wstrzelili się” w jakąś próżnię na
postkomunistycznym rynku i mieli dobry pomysł na biznes. Może jest
kilka wyjątków, które potwierdzają regułę. Nie wierzę
raczej aby byli wśród oligarchów zwykli kryminalni
złodzieje, którzy potem zainwestowali w jakieś intratne biznesy.
Siedziałem trochę w więzieniu za politykę, ale przeważnie z
kryminalistami i wiem, że w mentalności złodzieja leży raczej
trwonienie ukradzionej kasy niż oszczędzanie i inwestowanie. Poza tym
co i komu mieliby kraść w PRL i „III RP” aby dorobić się
tak ogromnych pieniędzy? Zwykły złodziej czy gangster oligarchą zostać
nie mógł. Ciekawe jest, że nie ma żadnego oligarchy, wywodzącego
się z „Solidarności”. Kiedyś byłem pewien, że komuniści
zapewnili niektórym z nich wejście do oligarchii. Jednak dziś
jestem pewien, że tak się nie stało. Dzisiejsza OLIGARCHIA TO PO PROSTU
POSTKOMUNA. Oczywiście ni
Oczywiście
nie każdy były działacz komunistyczny został oligarchą. Myślę, że
Polskę przejęła grupa licząca kilkaset, może kilka tysięcy osób.
Nie wszystkich komunistów dopuszczono do grabienia majątku
narodowego. Nie wszyscy, którzy zostali do tego dopuszczeni,
stali się oligarchami. Niektórzy stali się jedynie klientelą
oligarchów, którym trzeba było dać jakieś ochłapy. Oliga
Oligarchowie
to władcy i właściciele Polski, zarówno w politycznym jak i
ekonomicznym sensie. Oni ten kraj po prostu
MASKARADA
Już
Arystoteles pouczał, że od formy ustroju ważniejsza jest treść. Każda
forma rządów może być dobra – demokracja, arystokracja,
monarchia. Każda z nich ma też swoje wynaturzone formy. Demokracja może
przerodzić się w ochlokrację, czyli rządy motłochu. Monarchie bywają
wielce poczciwe ale czasem przekształcają się w tyranie. No a pozory
arystokracji, czyli rządów najlepszych, może mieć właśnie
oligarchia. Forma rządów może zwieść kogoś, kto się dobrze nie
przyjrzy temu jak system funkcjonuje w praktyce. Kiedyś wybitni
konstytucjonaliści zachodni pisali konstytucje dla byłych kolonii w
Afryce i Azji, które uzyskiwały niepodległość. Starali się nawet
dostosowywać te akty prawne do lokalnych zwyczajów, lokalnej
kultury politycznej. I nic z tego nie wychodziło. Wszystko wyglądało
ładnie tylko na papierku. Jeśli chod
Jeśli
chodzi o postkomunistyczne oligarchie, to nie przybierają one
pozorów arystokracji. Przybierają pozory demokracji. W dużym
stopniu ma to związek z panującą w dzisiejszym świecie modą na
demokrację. Oligarchowie muszą udawać idących z duchem czasu, gdy chcą
wejść na światowe salony. Poza tym, jeśli udawaliby arystokrację, to
szybciej zostaliby rozszyfrowani i ośmieszeni. W latach
dziewięćdziesiątych nie wybaczyłyby im też tego doły partyjne,
którym przecież tak długo obrzydzali „straszliwych
jaśniepanów”. A więc udają demokrację i nieźle im to
idzie. Jednak prawdziwej demokracji nie zbudują. Być może dopuszczą
pewne odchylenia w kierunku ochlokracji.
OLIGARCHIA A KONKURENCJA
W
kapitalizmie rzeczą zbawienną i ożywczą dla gospodarki nie jest sama
prywatność przedsiębiorstw, ale KONKURENCJA pomiędzy prywatnymi
przedsiębiorstwami. To
To
właśnie konkurencja sprawia, że przedsiębiorcy muszą dać z siebie
wszystko, że muszą stale podwyższać jakość a ceny zbijać. W realnym
socjalizmie konkurencja została zabita przez państwowe monopole i
dlatego właśnie system był niewydolny i miał problemy ze wszystkim,
nawet z przysłowiowym sznurkiem do snopowiązałek. Ale gdy
przedsiębiorstwa prywatne pozbawione są konkurencji, to zaczynają
„obrastać w tłuszcz” i działać podobnie jak
przedsiębiorstwa państwowe a nawet gorzej, bo tym przynajmniej
administracja stawia warunki. Główną
Główną
przyczyną zaniku konkurencji przedsiębiorstw prywatnych są monopole,
duopole i oligopole, czyli opanowanie rynku przez jedno lub dwa
podmioty lub ich grupę. Pom
Pomyślmy
co by się stało, gdyby właścicielem całego majątku został na przykład
generał Kiszczak. Gospodarka stałaby się w jakimś sensie prywatna, bo w
rękach prywatnego właściciela. Konkurencji nie byłoby żadnej, nawet
takiej szczątkowej, która była za Peerelu. Jedyny właściciel
mógłby robić co chce, dyktować ceny i nie liczyć się w
ogóle z prawami popytu i podaży. Byłby to swoisty
„monopol”, ale obejmujący nie tylko jakąś gałąź gospodarki
ale całą gospodarkę. Załóżm
Załóżmy,
że właścicielami zostałyby dwie osoby – Kiszczak i Jaruzelski.
Teoretycznie byłaby już tu jakaś konkurencja – między jednym a
drugim. Ale faktycznie także taki swoisty „duopol”
mógłby robić wszystko wspólnie i w porozumieniu -
dyktować ceny i nie liczyć się w ogóle z prawami popytu i
podaży. Podob
Podobnie
byłoby, gdyby majątek podzielono między biuro polityczne –
powstałby swoisty „oligopol”, obejmujący całą gospodarkę.
Oczywiście na to nie byłoby żadnej zgody. Czy
Czy
zwiększenie uczestników takiego „totalnego
oligopolu” do kilkudziesięciu, kilkuset, nawet kilku tysięcy
osób wiele by zmieniło? Zwłaszcza kiedy osoby te łączy
wspólny rodowód, wspólna grabież i związki
personalne i polityczne. Moim zdaniem – NIE! A właśnie kasta
oligarchów, którzy przejęli gospodarkę liczy moim zdaniem
kilkaset do kilku tysięcy rodzin. Oni nigdy nie dopuszczą do powstania
silnej konkurencji dla siebie. Oni po prostu rządzą gospodarką, a w ten
sposób mają też przeogromny wpływ na politykę.
OLIGARCHIA A GRUBA KRESKA
Przejęcie
gospodarki dało ogromną władzę oligarchii. To daje solidne podstawy do
politycznego panowania nad krajem. Trzeba też kontrolować układy i
powiązania partyjne i ponadpartyjne, kontrolować instytucje. Pełn
Pełną
władzę oligarchia uzyskała, dzięki zachowaniu swoich wpływów w
polityce, w urzędach, w sądownictwie, w służbach specjalnych…po
prostu wszędzie. Szczególny prezent zrobił im rząd Tadeusza
Mazowieckiego, ogłaszając „grubą kreskę”. To oznaczało, że
stare układy pozostają we wszystkich instytucjach. Przychodzą nowi
ministrowie, niekiedy dyrektorzy departamentów, ale średni
szczebel administracji pozostaje ten sam. Pozostają też te same
instytucje. Niektóre z nich trzeba co prawda zreformować, ale
też pod kontrolą oligarchii. Okrągłostołowa transformacja dała
oligarchom przejęcie majątku narodowego na własność i monopol na
kapitał. Brak lustracji dawał im możliwość kontrolowania polityki
poprzez nieujawnionych agentów. „Gruba kreska”
gwarantowała im zachowanie kontroli nad administracją i sądownictwem.
Władza oligarchii stała się niemal absolutna. Pewnie wtedy otwierali
okna i patrząc w dal mówili do siebie: „Ten kraj j
„Ten kraj jest nasz!”
OLIGARCHIA A BISKUPI
Bardzo
wzmacniające było dla oligarchii „błogosławieństwo” jakie
przemiany otrzymały od biskupów. Naród Polski zachował
wiarę i silny Kościół – i dobrze. Niestety głos
biskupów w sprawach politycznych peerelowski ludek zaczął
traktować jako głos Kościoła, a może nawet samego Boga. Mało kto zdawał
sobie sprawę, że choć władza hierarchii w Kościele jest duża, to
dotyczy ona jednak takich spraw jak wiara, moralność, dyscyplina
kościelna ale nie polityka. W sprawach politycznych oczywiście
Kościół też powinien zabierać głos, ale w tym przypadku głos
przeciętnego „katolika Kowalskiego” jest równy z
głosem nie tylko księdza proboszcza ale nawet biskupa. Tego jednak
„Kowalscy” nie wiedzieli i słuchali we zawsze głosu
biskupów, którzy często tego nadużywali. Biskupi uz
Biskupi
uznali też, że Kościół w życiu społecznym musi ogrywać rolę
„troskliwej mamuśki”, która musi uważać, aby jej
ludek się nie narażał, nie zrobił sobie krzywdy. Powtarzali co prawda
zawsze słowa Chrystusa „nie lękajcie się”, „wypłyń na
głębie” itp, ale w praktyce robili coś zupełnie odwrotnego.
Przeważnie byli w stanie zaakceptować każdy brudny kompromis, aby nie
dopuścić do konfrontacji. Tak było przede wszystkim z Okrągłym Stołem.
Przy okazji wypracowali sobie pozycję społecznego mediatora, co dało im
silną pozycję w społeczną w nowej rzeczywistości. Obawiam się, że
niektórzy z biskupów pełnią rolę mediatorów
pomiędzy oligarchami. To daje im jeszcze silniejszą pozycje, ale jest
drogą do piekła.
OLIGARCHOWIE PANUJĄCY A OLIGARCHOWIE STERUJĄCY
Współczesnych
polskich oligarchów można podzielić na „panujących”
i „sterujących”. Kiedyś byli też oligarchowie-politycy,
bezpośrednio zajmujący się polityką, ale to już u nas przeszłość. Tacy
dominują krajach na wschód od naszej granicy, choć i tam są w
odwrocie. Nowocześni oligarchowie pilnują swojego kraju dyskretnie,
jakby z tylnego siedzenia. Oliga
Oligarchowie
PANUJĄCY rzadko ingerują w politykę. Oni raczej decydują, czego
politykom nie wolno robić, niż dyktują co mają robić. Taki
oligarchiczny sprzeciw, silniejszy niż veto prezydenckie, senackie oraz
orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego razem wzięte. Przykładem takiego
oligarchy panującego jest Michał Sołowow, wielki przedsiębiorca ze
szczytu listy najbogatszych ludzi w Polsce i z pozycji 407 na liście
najbogatszych ludzi świata. Fortunę swoja zawdzięcza między innymi
przejmowanymi za bezcen gruntami skarbu państwa i gmin, w czym pomagał
mu jego ojciec, komunistyczny działacz spółdzielczy. Pomagali mu
także przyjaciele z SLD, miedzy innymi Marek Ungier, ale później
nawiązywał dobre znajomości z politykami różnych opcji. Do tej
pory nigdy nie faworyzował żadnej opcji politycznej i bezpośrednio w
politykę nie ingerował. Widocznie dobrze dogadywał się z wszystkimi.
Poza tym jest dość młody i ma swoją pasję – rajdy samochodowe.
Pewnie bezpośrednie kreowanie polityki jeszcze go nie interesuje. Ale
być może to się zmieni, może już się zmienia, bo M. Sołowow planuje
stworzyć ogólnopolską gazetę. Pewnie niedługo też dołączy do
oligarchów sterujących. Oligarchowie,
Oligarchowie,
których nazwałem „sterującymi” są chyba
najliczniejszą grupą. To coś pośredniego między oligarchami panującymi
a oligarchami-politykami. Oni nie poprzestają na panowaniu. Oni lubią
aktywnie kreować politykę, bezpośrednio w nią nie wchodząc. Oni
potrafią doprowadzić do upadku ugrupowań politycznych. Oni potrafią je
tworzyć i torować im drogę do zwycięstwa. Nie są politykami, ale są
bogami polityki. Oni są prawdziwą pierwszą władzą, która ma pod
sobą wszystkie inne „władze” w Polsce – sądowniczą,
ustawodawczą, wykonawczą i medialną. Dla nich działają też służby
specjalne. Nie zgadzam się jednak z popularnym twierdzeniem, że
„w Polsce rządzą służby”. Służby specjalne odgrywają dużą
rolę w oligarchicznym systemie władzy, ale nie rządzą. To były zawsze
„psy” szkolone do służenia obcym. Nie są zdolne do
samodzielnego rządzenia. Nawet tego nie pragną. Polską rządzi
oligarchia. Typowym oli
Typowym
oligarchą sterującym jest Ryszard Krauze - przedsiębiorca, jeden z
najbogatszych Polaków z majątkiem szacowanym przez magazyn
Forbes na 3.5 miliarda złotych w 2008 roku. co dało mu 3. miejsce na
liście najbogatszych Polaków. W 1987 r. założył firmę Prokom
(obecnie Prokom Software SA), jedną z największych polskich firm
informatycznych uzyskujących znaczne dochody z kontraktów
informatyzacji sektora publicznego: informatyzacja ZUS, MON, MEN, NIK,
KGHM, Poczty Polskiej. Krauze jest Gdynianinem i pewnie nie jest
przypadkiem, że z Trójmiasta pochodzi najwięcej
prezydentów, premierów, ministrów itd.
OLIGARCHOWIE-POLITYCY (różnica między oligarchią środkowoeuropejską a wschodnioeuropejską)
W
Polsce niewielu jest oligarchów, biorących bezpośredni udział w
polityce. Jeśli wchodzą do parlamentu jak na przykład Stokłosa, to
tylko po to, aby pilnować tam swoich interesów. W rozgrywki
polityczne się nie angażują. Nie piastują żadnych stanowisk. Ostatnim
wyjątkiem od tej zasady był Ireneusz Sekuła, który, jak wiemy,
źle skończył… Z zwi
Z
związku z zachodnimi aspiracjami naszego kraju, wejściem do Unii
Europejskiej i NATO, oligarchowie nie mogli pozostać na świeczniku tak
jak oligarchowie w Rosji i na Ukrainie. Chociaż nawet na Ukrainie
zaczyna się to zmieniać. Wyraźnym przykładem jest Blok Julii
Tymoszenko. Jest to blok bardziej związany z oligarchią niż
jakiekolwiek inne ugrupowanie na Ukrainie. Jednak cwana Julia sama
porzuciła biznes. W kierownictwie swojego ugrupowania umieściła ludzi,
którzy nigdy oligarchami nie byli. Tam, podobnie jak w Polsce,
oligarchowie cały czas sterują politykami, ale robią to dyskretnie,
„z tylnego siedzenia”. Juszczenko i Janukowycz po staremu
angażują oligarchów bezpośrednio do polityki. Jeśli nie
zrozumieją, że popełniają błąd, przegrają wszystko a piękna Julia
zostanie ukraińską carycą. W Polsce o
W
Polsce oligarchowie zrozumieli już dawno, że polityką należy sterować
dyskretnie. Nie należy osobiście angażować się w polityczny teatr, ale
trzeba mieć do tego wynajętych aktorów, zwanych politykami. Taki
podział ról. Jeśli oligarchia nie angażuje się bezpośrednio w
politykę, to nie znaczy, że jej nie ma, ani że jest słaba. W Polsce
politolodzy i dziennikarze dali się zwieść pozorom i piszą często o
oligarchach na Ukrainie, w Rosji i innych krajach wschodu. U nas
takiego zjawiska nie zauważają. To wielki błąd! W Polsce oligarchia ma
dłuższe tradycje niż na wschodzie, bo u nas dużo wcześniej zaczęła się
„transformacja ustrojowa”. Jest też dużo silniejsza, bo ma
szersze koneksje międzynarodowe. Działa jednak dyskretniej.
JAK ZORGANIZOWANA JEST OLIGARCHIA
Tutaj
mam niestety więcej pytań niż odpowiedzi. Polska oligarchia owiana jest
mgłą tajemnicy. Więcej wiemy o oligarchii rosyjskiej, o której
wiele się pisało wtedy, gdy Putin robił „porządki”. Jeszcze
więcej wiemy o oligarchii ukraińskiej, która stała się
„popularna” w czasie „pomarańczowej rewolucji”.
Pisano o niej wtedy, że jest zorganizowana w regionalne
„klany”, z których główne to doniecki,
dniepropietrowski, czernichowski, centralny i zachodni. Być może polska
oligarchia zorganizowana jest podobnie? Może jednak zorganizowana jest
inaczej i dlatego nie doszło w Polsce do tak silnego konfliktu pomiedzy
oligarchami jak na Ukrainie. Być może w tej chwili nawet na Ukrainie
oligarchia zorganizowana jest już zupełnie inaczej a klany odeszły w
przeszłość. A może nie ma żadnej organizacji. Każdy działa na własną
rękę sprawy załatwiane są nieformalnie między oligarchami
zainteresowanymi daną sprawą. Kto prowadzi mediacje w przypadku
konfliktów. Może wyspecjalizowali się w tym niektórzy
biskupi. Może głównym rozjemcą jest Aleksander Kwaśniewski.
Wszak on jeździł godzić zwaśnionych oligarchów na Ukrainie. Tym
bardziej chyba robi to na swoim podwórku. Co do sposobu
Co
do sposobu w jaki zorganizowana jest polska oligarchia możemy na razie
snuć tylko domysły. Ale należy próbować to rozgryźć. Pomogłoby
to znacznie w zrozumieniu do końca oligarchii postkomunistycznej i w
walce z nią.
CZY OLIGARCHIA TO „UKŁAD”
Myślę,
że to nie jest odpowiednie słowo. Układają się ze sobą partnerzy, w
jakiś sposób równi sobie. Jarosław Kaczyński
porównywał „układ” do stolika brydżowego, przy
którym siedzą różne grupy jako partnerzy. Tymczasem tu
partnerstwa nie ma. Jest jedna grupa dominująca – oligarchowie
właśnie i różne grupy służącej jej klienteli. Nie ma tu
układających się partnerów. Pan-oligarcha każe, sługa musi.
Słowo
Słowo
„układ” nie podoba mi się też dlatego, że jest to
polityczny neologizm, uniemożliwiający jakiekolwiek historyczne
porównania. Słowo „oligarchia” daje możliwość
odniesień do historii doktryn politycznych – już od czasów
Arystotelesa. Pozwala też na porównania z oligarchicznymi
rządami z innych epok w Polsce i na świecie. Oczywiście należy tu
jednak pamiętać o specyfice oligarchii postkomunistycznej,
różniącej się od innych form oligarchii, znanych z
historii.
OLIGARCHIA A SALON
Waldemar
Łysiak napisał cykl książek na temat „Salonu”, rządzącego
Polską. Salon to bardzo głośne środowiska opiniotwórcze,
które kierują polityką. Nie będę tu streszczał książek Łysiaka
jak „Rzeczpospolita Kłamców” czy „Alfabet
Szulerów”. Zachęcam do ich osobistego przeczytania. Salo
Salon
ma duży wpływ na politykę. Potrafi „zaszczekać” silnych
polityków i całe ugrupowania polityczne a z drugiej strony
potrafi wykreować miernoty. Jednak Salon nie rządzi krajem jak twierdzą
niektórzy, ale wykonuje polecenia oligarchów. Salon to
część klienteli, ale tej bardzo głośnej, w przeciwieństwie do klienteli
cichej, którą są służby specjalne i urzędnicy.
OLIGARCHIA KONTRA KLUSKA
Roman
Kluska założył swą firmę w 1988 praktycznie bez żadnego kapitału.
Początkowo komputery były skladane w warunkach chałupniczych. Pod
przewodnictwem Kluski Optimus S.A. stał się nie tylko czołowym
producentem komputerów w Polsce, ale też liderem rynku kas
fiskalnych oraz współtwórcą największego polskiego
portalu internetowego Onet.pl. Firma odniosła duży sukces finansowy i
Kluska był zaliczany w latach 90. do grona najbogatszych
Polaków. Prowadzenia firmy zrzekł się w roku 2000, jako powody
sugerując m.in. atmosferę korupcji nie pozwalającą na prowadzenie w
ówczesnej Polsce uczciwych interesów. Jego majątek
szacowano w chwili odejścia z firmy na ponad 400 mln zł.
Roman
Kluska jest przykładem tego, jak oligarchia niszczy niezależny biznes.
Jednak R. Kluskę potraktowano szczególnie ostro. Być może
oligarchia pozwala niektórym niezależnym biznesom funkcjonować
pod jakąś kontrolą z ich strony. Jednak Kluska był typem społecznika, z
sympatyczną powierzchownością, szybko zjednującym sobie ludzi. Otwarcie
krytykował patologie życia gospodarczego w Polsce. Polityką wtedy
jeszcze się nie zajmował...ale oligarchowie wiedzieli, że kiedyś może
się zająć... Był więc potencjalnym zagrożeniem. Postanowili więc go
zniszczyć.
W
lipcu 2002 r., już po rezygnacji z kierowania firmą, został w
spektakularny sposób aresztowany pod zarzutem wyłudzenia przez
Optimus 30 mln zł podatku VAT. Wolność odzyskał po wpłaceniu kaucji w
wysokości 8 mln zł, odebrano mu jednak paszport, a jako dodatkowe
zabezpieczenie majątkowe zajęto jego posiadłość. W sty
W
styczniu 2003 r. sprawa została umorzona przez Urząd Skarbowy w Nowym
Sączu. W listopadzie 2003 roku NSA uchylił wszystkie zaskarżone decyzje
i zarządził od organów podatkowych zwrot kosztów.
PRÓBA STWORZENIA OLIGARCHII SOLIDARNOŚCIOWEJ – Janusz Tomaszewski
Jak
napisałem wcześniej nie ma żadnych oligarchów
„solidarnościowych”. Wszyscy oligarchowie zostali
wyprodukowani przez komunę. Próbę stworzenia solidarnościowej
oligarchii podjął Janusz Tomaszewski, wicepremier i minister spraw
wewnętrznych w rządzie Jerzego Buzka. W lutym 1998 Gazeta Wyborcza
ujawniła, że na posiedzeniu Rady Ministrów Tomaszewski zgłosił
propozycję wprowadzenia całkowitego zakazu importu żelatyny do Polski,
co sprzyjało interesom krajowego monopolisty na rynku żelatyny,
Kazimierza Grabka. Grabek był ponoć byłym cinkciarzem, który po
zmianie ustroju zainwestował w żelatynowy biznes. Nie był jeszcze
oligarchę, ale można było z niego oligarchę zrobić. Myślę, że
Tomaszewski stwierdził, że oligarchia komunistyczna jest nie do
ruszenia i że prawdziwą siłę polityczną można uzyskać tylko przez
stworzenie własnej oligarchii, która się jej przeciwstawi.
Zaatakował go Wiesław Walendziak, ówczesny szef Kancelarii
Premiera, który nazwał działania Tomaszewskiego
„kapitalizmem politycznym”. Zaatakował Tomaszewskiego za
próbę stworzenia nowej oligarchii (i słusznie!), ale nigdy nie
atakował oligarchii postkomunistycznej. Działał więc ewidentnie na
rzecz oligarchii postkomunistycznej. Kiedy po kilku latach Walendziak
odszedł z polityki i przyjął stanowisko w jednej z firm Ryszarda
Krauzego, wszystko stało się jasne. Ale Tomaszewskie
Ale
Tomaszewskiego też nie pochwalam. Nawet jeśli jakimś cudem udałoby mu
się stworzyć własną oligarchię, to szybko jego Grabkowie i inni
„roztopiliby się” w oligarchii postkomunistycznej i nie
dałoby się ich odróżnić od innych.
OLIGARCHIA A SŁUŻBY
Popularne
jest dziś hasło "w Polsce rządzą służby"...i jest w tym ziarenko
prawdy. Współczesne slużby mają spory wplw na władzę i często
działają jak "państwo w państwie". Jeszcze większy wpływ na polityke
mają ludzie dawnych peerelowskich specsłużb, zwłaszcza wojskowych.
Jednak w Polsce rządzi postkomunistyczna oligarchia a nie specsłużby.
Faktem jest, że byli generałowie i pułkownikowie komunistycznego
aparatu bezpieczeństwa (a także ich dzieci) są obok byłych
dyrektorów wielkich komunistycznych przedsiębiorstw, filarem
wpólczesnej oligarchii. Chociaż trzeba przyznać, że najbardziej
"wyrośli" oligarchowie związani z WSI (wcześniej z WSW i Informacją
Wojskową)Ale oczywiście tylko nieliczni ludzie z tamtych układów
zostali oligarchami. Natomiast wielu byłych i aktualnych agentów
wojskowych służb specjalnych przyjęli zapewne na swoje "oligarchiczne
dwory" jako swoją klientelę, dostającą od nich wsparcie ale też służącą
im. Ponieważ wojskowe służby specjalne zostały zweryfikowane tylko
powierzchownie, oligarchowie ci mieli dalej bezpośredni wpływ na
władzę. Ponoć w Cytadeli Warszawskiej znalazły się teczki dotyczące
Krauzego, Kulczyka, Solorza, Sołowowa i Karkosika...Choć nawet bez tych
teczek ich kariery wskazują na taką właśnie przeszłość. Trochę gorzej m
Trochę
gorzej mieli oligarchowie, wywodzący się z byłej SB, bo w
postkomunistycznej bezpiece nastąpiły większe zmiany kadrowe. Poza tym
pewnie po macoszemu potraktował ich główny reżyser
"transformacji ustrojowej" Czesław Kiszczak, który, chociaż był
ich ministrem, to wywodził się ze służb wojskowych. Natom
Natomiast
byli nomenklaturowi dyrektorzy bardzo urośli w siłe w pierwszych latach
transformacji, ale potem jakby ustąpili miejsca oligarchom z wojskowej
bezpieki. Przykładem takiego oligarchy - byłego nomenklaturowego
dyrektora jest Edward Brzostowski. Przechodząc przez różne
szczeble zawodowe doszedł do stanowiska dyrektora Kombinatu
Rolniczo-Przemysłowego Igloopol. W latach 1983-1988 pełnił funkcję
wiceministra rolnictwa. Później był współwłaścicielem i
prezesem przedsiębiorstwa wielobranżowego "Dexpol" w Dębicy. Pamięta
Pamiętam,
że na początku lat dziewięćdziesiątych jego Igloopol przejmował
różne zakłady i sklepy na pomorskich wsiach. Pewnie robił to w
całej Polsce. Pewnie jego błędem było to, że postawił na sklepy. Akurat
drobny handel detaliczny był jedyną dziedziną, gdzie po przemianach
zapanował prawdziwy wolny rynek. Drobni sklepikarze wygrali z
postkomunistycznym oligarchą. W ten sposób w jakimś sensie
zrewanżowali się za "bitwę o handel" W 2001
W
2001 Brzostowski został wybrany na posła na Sejm IV kadencji z ramienia
koalicji Sojusz Lewicy Demokratycznej – Unia Pracy, z
rekomendacji SLD w okręgu rzeszowskim. W listopadzie 2002 złożył mandat
poselski w związku z wyborem na burmistrza Dębicy. W 20
W
2006 ubiegał się o reelekcję w wyborach samorządowych, przegrywając w
II turze z kandydatem Prawa i Sprawiedliwości Pawłem Wolickim
(uzyskując 44,62% głosów).
I
tak z zapowiadającego się lidera oligarchów w Polsce spadł
Brzostowski do roli loklnego oligarchy dębickiego i to niezbyt silnego,
bo przegrywającego wybory samorządowe.
OLIGARCHIA MAGNACKA A OLIGARCHIA POSTKOMUNISTYCZNA - PORÓWNANIE
W
celach porównawczych przenieśmy się na chwilę w czasy
osiemnastowieczne. W Rzeczypospolitej wówczas szlachta była
formalnie nadal równa, ale praktycznie system przekształcał się
w magnacką oligarchię. Formalnie ta sam demokracja szlachecka –
ale faktycznie coś zupełnie odmiennego. Oligarchami byli wówczas
magnaci, którzy zaczęli wygrywać ze szlachtą średnią,
która wcześniej była główną siłą polityczną
Rzeczypospolitej. Magnaci mieli już dawno silną pozycję ekonomiczną.
Swoją dominującą pozycję polityczną uzyskali dzięki stworzeniu sobie
tzw. klienteli spośród szlachty-hołoty, która majątku
żadnego nie posiadała, ale posiadała szlacheckie prawa polityczne.
Oligarchia magnacka doprowadziła do degeneracji państwa a następnie do
jego upadku W dzisiejs
W
dzisiejszych czasach mamy do czynienia z oligarchią, tylko nie
magnacką, ale postkomunistyczną. Magnateria budowała swą pozycję przez
wieki. Oligarchowie postkomunistyczni budowali ją kilkadziesiąt lat.
Podobnie jak magnaci, dzisiejsi oligarchowie rządzą przy wsparciu
współczesnej klienteli – polityków, ludzi
mediów, ludzi służb specjalnych, sędziów,
urzędników. Mają jednak nad nimi większą władzę niż magnaci. W
dawnej Rzeczypospolitej szlachcic-hołysz, jeśli popadł w niełaskę
magnata, tracił płynące od niego dochody, ale nadal pozostawał
szlachcicem. Dzisiaj ci, którzy popadną w niełaskę
oligarchów stają się nikim. W XVIII w
W
XVIII wieku szlachta średnia zaczęła tracić swoją dotychczasową
pozycję, ale cały czas była jeszcze dość silna, jeszcze jakoś
próbowała konkurować z magnaterią. W Polsce w latach 90tych XX
wieku nie było czegoś w rodzaju „szlachty średniej” czyli
po prostu klasy średniej . To co było podobne do dawnej szlachty
zagrodowej i mogło się z czasem przerodzić w „szlachtę
średnią” (bogaci rolnicy, rzemieślnicy, właściciele małych
nowopowstałych firm) było niszczone przez politykę fiskalną i kredytową
oraz innymi sposobami.. Oligarc
Oligarchia
postkomunistyczna nosi w sobie wszelkie choroby, które nosiła w
sobie oligarchia magnacka, doprowadzając Polskę do upadku. W oligarchii
postkomunistycznej choroby te występują jednak w dużo większym
natężeniu, przede wszystkim dlatego, że nie ma ona konkurencji jaką
mieli magnaci w postaci szlachty średniej. Współczesna
oligarchia jest też kastą bardziej gnuśną, gdyż ich majątki powstały
szybko i bez większego wysiłku. Także później działała niemal
pozbawiona konkurencji. O wiele większy jest też stopień zawłaszczenia
państwa.
WYPASIONA KLIENTELA
Na
początku XXI wieku klientela oligarchii nie przypomina już dawnej
szlachty-hołoty. Jest wśród nich wielu ludzi bardzo majętnych.
Jednak nie stworzyli oni nowej klasy średniej. Nie dołączyli też do
oligarchii, która raczej jest kastą zamkniętą. Mimo, że rosną w
siłę, są coraz bogatsi ich pozycja społeczna się nie zwiększa.
Prawdopodobnie coraz gorzej się czuja w swojej roli. Być może kiedyś
ta, mówiąc językiem młodzieżowym „wypasiona”
klientela zbuntuje się przeciw oligarchom. Nie należy jednak wiązać z
nimi większych nadziei. Są jeszcze bardziej zdegenerowani niż
oligarchowie. Taki konflikt między oligarchami a idącymi w górę
ich klientami można jednak pożytecznie wykorzystać na zasadzie
„gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta”.
CZY OLIGARCHIĘ DA SIĘ UCYWILIZOWAĆ?
Odpowiedzią
na wszechwładzę oligarchii postkomunistycznej nie może być stworzenie
„własnej”. Oligarchia jest z natury swojej kastą chorą.
Rządy oligarchiczne nigdy same z siebie nie przekształcą się w
polityczną demokrację i w konkurencyjna gospodarkę. One nawet nie
przekształcą się w zdrową arystokrację w rozumieniu arystotelesowskim.
Jedyną alternatywą wydaje się zamknięcie wszystkich w kryminale i
konfiskata ich majątków. To oczyściłoby nasz kraj, ale byłoby
trudne do zrealizowania i spowodowałoby pewne problemy. Czy jest inne
wyjście? Czy można oligarchię ucywilizować? Chyba do pewnego stopnia
udało się to Czechom, ale oni przyblokowali komunistyczna nomenklaturę
na samym początku przemian. Duże znaczenie miało szybkie wprowadzenie
lustracji i dekomunizacji. W Polsce lustrację zaczęto wtedy, gdy nie
miała on już większego znaczenia a dekomunizacji nie było w
ogóle. W Czechach nomenklatura też się uwłaszczyła, ale nie
nakradli tak jak w Polsce. Poza tym nie wywierają chyba takiego wpływu
na politykę. A może po prostu robią to dyskretniej? Rosja Putina
Rosja
Putina to przykład zaprzęgnięcia oligarchów w służbę
samodzierżawia. Putin zrobił to dość brutalnie, ale szybko i
skutecznie. Wielki oligarcha Michaił Chodorowski, były
współwłaściciel Jukosu, wylądował w kolonii karnej. Borys
Abramowicz Bieriezowski oraz kilku innych oligarchów,
przeciwstawiających się Kremlowi, zostało zmuszonych do emigracji.
Putin nie dokonał masowej rozprawy z oligarchami. Nie tknął ich
majątków. Udało mu się ich przestraszyć na tyle, że
podporządkowali się polityce Kremla. Rozwiązanie dobre dla
samodzierżawia na wzór carski. Czy da się jednak zastosować w
budowie demokracji czy choćby nawet monarchii konstytucyjnej? Trudna
sprawa…
NAGONKI NA OLIGARCHÓW
Od
czasu do czasu jesteśmy świadkami politycznych i medialnych
ataków na oligarchów. Oczywiście nigdy nie są atakowani
jako cała kasta. Co jakiś czas obrywa się nieco jednemu z nich.
Wydawałoby się, że nie są oni jednak tak wszechwładni, skoro media mogą
sobie pozwalać na takie harce z nimi. Myślę, że media i politycy
atakują ich…na zlecenie innych oligarchów. Atakują tych,
którzy wyrastają zbyt wysoko. Przez pewien czas atakowany był
Brzostowski. Potem wszystko ucichło. Była moda na Gudzowatego. Też się
skończyła. Potem na tapetę poszedł Kulczyk Po jakimś czasie dali mu
spokój. Myślę, że po prostu, gdy ktoś z oligarchicznego
towarzystwa za bardzo rośnie to trzeba go trochę
„przyciąć”. Tak dla zachowania równowagi. Natomiast
Natomiast
ostatnio nadszedł czas nagonki na Krauzego. Tutaj były nie tylko media
i politycy. Zaczął nim się interesować wymiar sprawiedliwości, co jest
pewnym novum. Ponoć sprzedał udziały w swoim Prokomie i w ogóle
chce się wynieść z Polski. Chyba wyrósł już tak bardzo, że
zwykłe przycięcie nie wystarczy. Wszak to z jego „stajni”
wyszli główni politycy PO i PIS – dwóch
największych obecnie partii politycznych w Polsce.
OLIGARCHIA A KACZYŃSCY
Myślę,
że Kaczyńscy generalnie nie chcieli naruszać interesów
oligarchii. Jak pisałem wcześniej w Polsce są obecnie dwa rodzaje
oligarchów, które określiłem jako panujących i
sterujących. Prawie wyeliminowani zostali oligarchowie-politycy,
biorący bezpośrednio i oficjalnie udział w życiu politycznym kraju.
Jarosław Kaczyński pragnął wyeliminować także oligarchów
sterujących polityką. Chciał aby poprzestali na panowaniu nad krajem,
ale sterowanie polityką zostawili politykom, to znaczy przede wszystkim
jemu i jego bratu. Taki podział pracy, teoretycznie nie zagrażający
pozycji oligarchów. W ten sp
W
ten sposób chciał jednak odebrać oligarchom ich
„ciuciu”. Chciał, aby jedli obite i wykwintne dania ale
zrezygnowali z „deseru” i zostawili go Kaczyńskim. A p
A
przecież sam Kaczyński dobrze wie jaka to frajda sterować polityką.
Myślę, że on woli rolę rozdającego karty od funkcji premiera czy nawet
prezydenta. Pewnie dlatego prezydentem zrobił mniej zdolnego
politycznie brata. Dzia
Działania
Kaczyńskich nie zagrażały pozycji oligarchii, ale szły w kierunku
odebrania niektórym oligarchom ulubionej zabawy w
reżyserów igrzysk. Zaczęli więc atakować Kaczyńskich, oczywiście
nie sami, ale za pośrednictwem swojej klienteli, głównie w
postaci mediów.
POWOLNA OLIGARCHIZACJA EUROPY ZACHODNIEJ
Zjawisko
oligarchizacji występuje także w Europie Zachodniej. Oczywiście
wszystko tam rozwija w się w znacznie wolniejszym tempie niż u nas i
nie ma tam tylu patologii. Przede wszystkim wielki biznes to bardziej
arystokracja niż oligarchia. Większość wielkich przedsiębiorców
wyrosła jednak w warunkach konkurencji. Musieli być więc w jakiś
sposób najlepsi. Dopiero później ich przedsiębiorstwa
zaczęły „obrastać w tłuszcz”. Poza tym wielki biznes to na
Zachodzie jest raczej piąta władza OBOK trzech klasycznych władz oraz
mediów. W krajach postkomunistycznych oligarchia jest przeważnie
„nadwładzą”, trzymającą w ręku i w kieszeni wszystki
pozostałe cztery władze. Ale powoli upodabniają się one do siebie
Pewnie za kilkadziesiąt lat jedni i drudzy wymieszają się ze sobą
tworząc nową oligarchię europejską.
UNIA EUROPEJSKA W ROLI PASERA
Kiedyś
miałem nadzieję, że oligarchów zniszczy lub co najmniej osłabi
ich pozycję, wchodzący do Polski kapitał zagraniczny. Może nie
wytrzymają konkurencji. Może dojdzie do konfliktu oligarchii z
zachodnim kapitałem. Nic z tych rzeczy! Kapitał zagraniczny zajmuje
pokornie takie miejsce jakie oligarchia im wyznaczy. Oligarchia nie boi
się zachodniego kapitału, wręcz zachęca go do inwestowania. Oddała mu
wiele prywatyzowanych przedsiębiorstw, często prawie za darmo.
Oligarchom zależy na tym, aby mieć dobre stosunki z kapitałem
zachodnim, aby wejść na europejskie salony. Właśnie po to wyrwali się z
komunistycznego getta. Zgodnie wciągnęli Polskę do Unii Europejskiej.
Mają z jej strony rodzaj „kryszy”, chroniącej zagrabioną
własność. Gdyby UE zgodziła się na lustrację majątkową w Polsce,
dotknęłoby to także firmy zachodnie. Na to na pewno się Unia się nie
zgodzi. Kiedy mówim
Kiedy
mówimy o wejściu do Unii Europejskiej, ewoluującej w kierunku
megapaństwa, należy poruszyć problem suwerenności. Przejściowa
suwerenność była potrzebna lokalnym oligarchom, aby w swoich krajach
mogli dzielić łupy. Przecież ludzie Kremla nie mogli sami rozgrabić
wszystkiego. Najpierw usamodzielniły się państwa satelitarne, potem
republiki sowieckie. Później, wbrew wcześniejszym ustaleniom,
niezależności próbowały różne „avtonomiczeskije
riespubliki”, różne małe obwody, regiony itp. Po prostu
każdy chciał grabić u siebie. Później wszyscy…zaczęli się
suwerenności pozbywać. Kiedy już nakradli, znowu potrzebna była
„krysza”, jakaś większa struktura, która chroniłaby
zagrabione dobra. Wyjątkiem była Czeczenia, w której chyba zbyt
silne było poczuci narodowej dumy, choć i tam niektóre klany
zaakceptowały szybko powrót do Rosji. Wszyscy inni zaczęli z
suwerenności rezygnować. Ale nie wsz
Ale nie wszystkie kraje rozpoczęły powrót do Rosji. Niektóre na nowego patrona wybrały Unię Europejską. O
O WOJNĘ WIELKĄ POMIĘDZY OLIGARCHAMI PROSIMY CIĘ PANIE!
Potrzebna
jest nowa siła, która będzie opozycją nie tylko do politycznego
establishmentu, ale i do całego systemu oligarchicznych rządów.
Nie ma u nas jeszcze silnej typowej klasy średniej, więc nowa siła
polityczna powinna się opierać na szeroko rozumianych DROBNYCH
POSIADACZACH, którzy z czasem uformują zdrową nową klasę
średnią. Być może, zanim drobni posiadacze zorganizują się politycznie,
powinni zorganizować się na poziomie zawodowym i konsumenckim. Modlę
Modlę
się też o wielki konflikt pomiędzy oligarchami taki jaki miał miejsce
na Ukrainie w czasie "pomarańczowej rewolucji"...jednak Ukraińcy
okazali się okazali się na tyle głupi, że zamiast działać na zasadzie
"gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta" to uwierzyli
"pomarańczowym" oligarchom...i mają za swoje... Mam n
Mam nadzieję, że kiedy dojdzie do podobnego konfliktu oligarchów w Polsce, Polacy tacy głupi nie będą...
ZAKOŃCZENIE
Uwłaszczenie
komunistycznej nomenklatury i przekształcenie jej w postkomunistyczną
oligarchię jest faktem. Faktem jest też jej ogromny wpływ na gospodarkę
i politykę czasów obecnych. Uwa
Uważam,
że w dużym stopniu uprawdopodobniłem tezę, że uwłaszczenie nomenklatury
było następstwem świadomych działań politycznych i zasadzie sednem
całej politycznej transformacji. Uprawdopodobniłem też tezę, że
oligarchia to nie jest tylko piąta władza na równi z innymi, ale
że ewidentnie dominuje ona nad pozostałymi czterem władzami. Posta
Postawiłem
też pytania, na które nie dałem zdecydowanych odpowiedzi a
jedynie sugestie, czasem bardzo mgliste, jak w przypadku pytania o
sposób zorganizowania polskiej oligarchii postkomunistycznej.
Zachęcam wszystkich, aby próbowali znaleźć odpowiedź także i na
te pytania. Może kiedyś się uda. |
|